Zjazd z Sani Pass
Z samego rana poszliśmy pierwszy raz do restauracji. No może drugi bo poprzedniego dnia wieczorem poszliśmy na kolację i późniejszy obiad. Po śniadaniu poszliśmy na malownicze urwiska porobić zdjęcia.
Kilku miłych pasterzy chętnie za pozowali nam do zdjęć, Przyszli oni pod lodge aby śpiewać i grać na instrumentach, które same zrobili ze starych garnków, puszek, traw,ponieważ w ten sposób zarabiają.
Granica w tym miejscu wyglądała już lepiej niż poprzednio lecz znów nie było tłumów. Po przejściu granicznym ruszyliśmy malowniczą ale strasznie trudną drogą pod względem, że miała mnóstwo wyboi i tony kamieni.
Przed nami jechało trochę samochodów. Co mnie szczerze zdziwiło.
Tego dnia spaliśmy w bardzo przytulnym domku tuż tuż przy ogromnej stadninie z mnóstwem koni.







Komentarze
Prześlij komentarz