Vancouver

Następnego dnia postanowiliśmy zwiedzić Vancouver.
  Na początku pojechaliśmy do portu ale nie takiego, w którym stoją kutry rybackie, tylko do portu gdzie akurat stał wielki statek pasażerski. Było na nim dużo obrazków Walt'a Disney'a. Na nasze szczęście akurat wypływał w rejs i mogliśmy pomachać ludziom na pożegnanie. 
Przy porcie znajdował się budynek, w którym mieścił się Fly Over Canada. Polegało to na tym, że siadało się na ruchomych fotelach i zapinało pasy. Fotele wysuwały się do przodu i zaczynał się film. Było to tak jak by leciało się samolotem ale bez podłogi i okien tak na samym fotelu. Gdy był wiatr czułaś powiew na policzkach, jak leciałaś nad wodospadami to woda bryzgała ci w twarz. Nie było to straszne przeżycie ale raczej przyjemne. Tak nam się to spodobało, że byliśmy na tam dwa razy.
 Później poszliśmy obejrzeć zegar parowy, o pełnych godzinach gwizdał jak lokomotywa. Był on bardzo stary. Po udanym dniu wróciliśmy na ciepłą kolację.

Komentarze

Popularne posty