Kapsztad i Przylądek Dobrej Nadziei
Dziś cały dzień spędzamy w Kapsztadzie i okolicach. Z samego rana pojechaliśmy przepiękną malowniczą drogą nad wybrzeżem Oceanu Atlantyckiego. Były tam urwiste klify i pułki skalne.
Następnie pojechaliśmy pod Górę Stołową, szczyt był płaski jakby ktoś go obciął nożem. Mieliśmy zamiar wjechać na jej szczyt kolejką linową lecz z powodu silnego wiatru była zamknięta. W zamian pojechaliśmy na sąsiedni szczyt. Z góry roztaczał się widok na centrum Kapsztadu. Widzieliśmy również zatokę, małą wysepkę i ogromny stadion. A jak mowa o piłce nożnej to wszyscy policjanci jak się pytają skąd jesteśmy, a my odpowiadamy, że z Polski to kojarzą nas z Lewandowskim i Legią.
Gdy zajechaliśmy z góry ruszyliśmy do miasta. Chcieliśmy zobaczyć dzielnicę WaterFront. Była bardzo wietrzna pogoda. To był bardzo przyjemny spacer po porcie.
Z Kapsztadu pojechaliśmy malowniczą drogą na Przylądek Dobrej Nadzieji. Po dotarciu na miejsce wjechaliśmy kolejką na wzniesienie, gdzie stała latarnia morska. Stała ona na cyplu gdzie łączyły się dwa oceany Indyjski i Atlantycki. Lecz my postanowiliśmy pójść na sam koniec cypla, gdzie znajdowała się biała latarnia morska. Niestety nie mogliśmy dojść do niej, bo droga w pewnym momencie została zamknięta.
Po zjechaniu kolejką mama pojechała samochodem, około 10 km na Przylądek Dobrej Nadzieji, a ja z tatą i bratem poszliśmy drogą nad brzegiem Oceanu. Wedrpwalismy skrajem klifu aż doszliśmy do urwiska poniżej którego był najbardziej wysunięty na południowy zachód kawałek Afryki.







Ale kolory i błękit, super!
OdpowiedzUsuńTa latarnia to ta nowsza postawiona po rozbiciu się kilku statków, czy ta stara?
OdpowiedzUsuńObydwie latarnie.
OdpowiedzUsuń