Jedziemy do Botswany
Od razu po śniadaniu zapakowaliśmy rzeczy do samochodu i ruszyliśmy w siedmiogodzinną podróż do Botswany. Po drodze musieliśmy przejechać granicę. Nie wolno nam było w wieźć jabłek i mandarynek. Granica nie wyglądała jak w Polsce, najpierw po stronie RPA musieliśmy pokazać paszporty następnie staraliśmy się przejechać na stronę Botswanską ale akurat wtedy zatamowało nam przejazd kilkanaście ciężarówek. Przejechać udało nam się dopiero po 30 minutach. Gdy przejechaliśmy granice RPA kazano nam wytrzeć buty w spycjalnym płynie dyzenfykujacym. Na nasz pierwszy kemping przyjechaliśmy dopiero o 18.30. Tata tozstawił namioty na dachu a mama zrobiła obiad. Słońce w zimie tutaj zachodzi o 17.30. Kiedy zajdzie robi się bardzo zimno. Dziś śpimy w rezerwacie nosorożców. Spedzimytutaj dwie noce.

Komentarze
Prześlij komentarz