W drodze do Lesotho
Z samego rana tata powiedział nam, że w nocy obudziło go walenie w szybę. Najpierw pomyślał, że to małpy, bo właściciel nas przed nimi ostrzegał. Po pewnym czasie zamiast walenia usłyszał miałczenie. Gdy tata odsłonił zasłonę zobaczył przyczepionego pazurami do framugi okna miałczącego kota. Biedak chciał się schować przed deszczem i wiatrem.
Po szybkim śniadaniu poszłam z mamą do stajni. Czekała mnie przejażdżka po buszu. Jechałam konno a przez drogę przebiegały nam strusie, widziałam żyrafy, antylopy i zebry. Pani opowiadała nam dużo ciekawostek o życiu zwierząt na sawannie.
Czekała nas dziś bardzo długa droga, gdyż jechaliśmy na pogranicze z Lesotho. Droga wiodła przez zrujnowane miasteczka, gdzie kiedyś mieszkali biali farmerzy oraz przez totalne pustkowia.
Noc spędziliśmy w malutkim domku na skraju urwiska z widokiem na rzekę Orange. Wieczorem tata znalazł w szafie pająki na szczęście nie były jadowite. Noc była bardzo zimna, rano na samochodzie był lód.
Czekała nas dziś bardzo długa droga, gdyż jechaliśmy na pogranicze z Lesotho. Droga wiodła przez zrujnowane miasteczka, gdzie kiedyś mieszkali biali farmerzy oraz przez totalne pustkowia.
Noc spędziliśmy w malutkim domku na skraju urwiska z widokiem na rzekę Orange. Wieczorem tata znalazł w szafie pająki na szczęście nie były jadowite. Noc była bardzo zimna, rano na samochodzie był lód.




Komentarze
Prześlij komentarz