Senyati


Ruszamy na północ na pogranicze Botswany, Namibii, Zimbabwe i Zambii. Musimy przejechać przez weterynaryjny post. Gdy Pan zagląda do naszej lodówki tata mówi, że my nie mamy mięsa, bo jesteśmy wegetarianami. Tymczasem mama przemyca kotlety na obiad pod nogami w plecaku...


Około południa dojechaliśmy na kemping Senyati. Mamy piękne miejsce z widokiem na sawannę. Kemping nie był ogrodzony, było tu źródełko z wodą do którego przychodziły antylopy, słonie i zebry. 


Cały wieczór spędziliśmy na oglądaniu tych zwierząt. Niesamowite było to, że zrobiono tu wąski tunel pod ziemią, którym dochodziło się do źródełka. Były tam małe okienka na poziomie ziemi przez które widać było słonie.








Komentarze

  1. A co to za świństwo w które wchodzicie butami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igusiu babcia jest z ciebie dumna. Twoj blog jest super

      Usuń
    2. To świństwo to spycjalny środek odkażający.

      Usuń
  2. To zdjęcie z tym dużym słoniem robi wrażenie!!! Chyba już nigdzie ie będziecie mieli okazji widzieć tyle słoni na wolności ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo dla Mamy ! pozdrawiam i trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za przemyt? no ładne kwiatki, ale wiadomo że Mama dla dzieci zrobi wszystko, nawet mięso przemyci w butach ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty