W drodze do Maun

Z samego rana usłyszałam jak mama woła tatę, bo coś zobaczyła. Było jeszcze przed siódmą i byłam niezadowolona gdy mój tata wrzucił mi do namiotu spodnie mojego brata. Dopiero po chwili zorientowałam się o co chodzi. Zobaczyłam że spodnie są zamarznięte na kość i nie da się nimi poruszyć.



Po południu dojechaliśmy na luksusowy kemping przy miasteczku Maun. Na kempingu była woda, toaleta i prysznic. Nie było pyłu lecz trawa. Na kolację zjadłam pizzę hawajską z widokiem na pastwiska pełne kóz i krów.

Komentarze

Popularne posty